Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty

"Jedz i biegaj" Scott Jurek




autor: Scott Jurek

tytuł: "Jedz i biegaj. Niezwykła podróż do świata ultramaratonów i zdrowego odżywiania"

tytuł oryginału: Eat and Run

wydawnictwo: Galaktyka
data wydania:   19 września 2012
liczba stron: 288

moja ocena: 6+ / 6






Muszę się do czegoś przyznać, chociaż widać to jak na dłoni... Czytam ostatnio sporo o bieganiu i coraz bardziej tęsknie za bieganiem. Zaczęłam nawet chodzić do szkoły w moich ukochanych butach do biegania... Muszę jednak schudnąć jakieś 10 kg, żeby wiosną wyjść do lasu i w miarę bezpiecznie pobiec. Nie poddaję się... 


Kolejną książką motywującą mnie do zmiany i powrotu do dawnego stylu życia jest "Jedz i biegaj" Scotta Jurka. I tu znów nie chodzi o samą książkę, ale o jej autora. 



 



Ta książka, wbrew pozorom, wcale nie jest o bieganiu. Oczywiście Scott opisuje kolejne występy, biegi, mordercze dystanse, ale linią przewodnią jest poszukiwanie równowagi w życiu, znalezienie szczęścia i spokoju. Scott osiągnął chyba wszystko, o czym ultramaratończy marzy. 100 mil? Żaden problem. Bieg 24-godzinny? Nie ma sprawy. Dotarł tam, gdzie ból i wyczerpanie graniczą ze śmiercią. Ale po przekroczeniu tego, co pozornie nieprzekraczalne, odnalazł siebie. Dopiero po 100, 150, czy 200 km, po wymiotowaniu ze męczenia podczas biegu, po halucynacjach w Dolinie Śmierci przy temp sięgającej 47 stopni, można usłyszeć siebie, przekroczyć siebie i ... pobiec dalej. 


"Próbując znaleźć motywacje, skupiamy się na czymś istniejącym poza nami, a tymczasem powinniśmy pamiętać, że radość i spokój może nam przynieść nie sama nagroda, lecz walka o nią. Życie (...) to podróż, a nie cel."


Zadziwiające, że każdy "wielki" autorytet (w jakiejś dziedzinie) podkreśla, że mamy się całkowicie zanurzyć w teraźniejszości, smakować ją i żyć codziennością. Nie szukać wielkich rzeczy, ale iść, biec, walczyć, starać się tu i teraz odnaleźć sens tego, co robimy. 


"Poruszamy się do przodu, ale zostajemy w teraźniejszości"


Wyniki, nagrody i rekordy nie są najważniejsze. Scott zrozumiał to po latach... Swoją droga ciekawe, że poznanie zagadki życia zajmuje tyle czasu. Z drugiej strony chyba właśnie na tym polega życie - na .. życiu... Scott zrozumiał to biegając ultramaratony, inni odnajdują siebie podróżując, jeszcze inni, jak ja - nadal szukają. Ostatnio jednak wydaje mi się, że już prawie widzę swoje prawdziwe oblicze... i nie chodzi tu o lusterko ;)  Scott wierzy w to, że zmianie musi ulec każdy element naszego życia - umysł, ciało, dieta, sposób spędzania czasu, marzenia, cele. Trzeba się zastanowić, co nas blokuje i odrzucić to. Ale uwaga! To nie meta jest najważniejsza, ale radość biegu do niej.



"Ale można się zmienić. Nie z dnia na dzień. Z czasem. Życie to nie wyścig. Ultramaraton to też nie wyścig, choć na taki wygląda. Nie ma mety. Dążymy do celu i to, czy go osiągniemy czy nie, jest wprawdzie ważne, ale nie najważniejsze. Ważne JAK będziemy do niego dążyli. Istotny jest krok, który stawiamy w tej chwili; liczy się ten krok, który TY w tej chwili stawiasz. Każdy z nas podąża inną drogą. Zdrowe jedzenie i swobodne bieganie pomogło mi odnaleźć mój sposób na życie. Może tez pomóc tobie. Nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzi cię droga"





Praca w szkole to ja ultramaraton, czasem dosłownie. Nie widać końca lekcji i pomimo zmęczenia na ósmej lekcji, dla dzieciaków zawsze trzeba być całym sobą. Nie da się udawać i zbyć ich marnym sloganem. Nie zawsze liczy się wynik, bo często najważniejsza jest atmosfera podczas lekcji, wspólna praca i poznawanie świata. Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie koła czytelniczego w naszej szkole. Przyszły trzy dziewczynki. Ktoś powie "tylko trzy"? A ja mówię: "świetnie, że przyszły wspaniale dziewczyny, które uwielbiają czytać! Mają po naście lat, a czytają więcej niż niejeden dorosły". Rozmawiałyśmy o naszych ulubionych książkach, autorach. Wymieniałyśmy się pomysłami, jak sprawić, żeby więcej osób przyszło na spotkania. Przyznaję, że muszę się jeszcze wiele nauczyć od moich szóstoklasistek. Zapisałam wszystkie tytuły książek, które je inspirują, odwiedziłam Empik i ... wieczorem otworzyłam jedną z poleconych książek, żeby poznać świat moich uczennic. Zatem kolejne recenzje będą zapewne w dużej mierze podyktowane chęcią "nadrobienia zaległości" z lat młodzieńczych... Miło będzie zanurzyć się w literaturę powiedzmy "młodzieżową"...


Zaczęłam czytać "Baśniobór" Brandona Mulla.  Nagle zapomniałam o wszystkim, co mnie tego dnia spotkało, o troskach i zmartwieniach, o których jeszcze godzinę wcześniej żaliłam się dzwoniąc do K.S. Jak ultramaratończyk, wyłączyłam umysł i zanurzyłam się w teraźniejszości. Wyłączyłam telefon, zrobiłam sobie kawę, przebrałam się w dres, otworzyłam okno, a gdy ostatnie smutki odpędził mroźny wieczór, wyjęłam tajną broń - kocyk od mamy... Włączyłam IL DIVO i zapomniałam o przeszłości i przyszłości. Fascynujące! A potem, nawet nie wiem, o której...spokojnie zasnęłam...




Anna M.



A...... Scott Jurek pisze też sporo o diecie opartej na warzywach. Zainspirowana jego pomysłami zrobiłam sobie na kolację gotowane na parze warzywa z łososiem i sosem jogurtowym. A na obiad zabrałam ze sobą do szkoły pyszną zupę z dyni :) I co najważniejsze - od tygodnia zero czekolady :) Ależ jestem z siebie dumna!





















oficjalna strona Scotta Jurka

eioba





"Ukryta siła" Rich Roll



autor: Rich Roll

tytuł: "Ukryta siła. Jak stałem się jednym z najbardziej sprawnych ludzi na świecie i odnalazłem siebie"


tytuł oryginału: Finding ultra

wydawnictwo: Galaktyka
data wydania:   14 sierpnia 2013
liczba stron: 224

moja ocena: 6+ / 6







Czytam ostatnio książki o bieganiu... Ale nie chodzi o samo bieganie, a raczej o historię życia autorów... Rich Roll jest jednym z tych ludzi, którzy mnie zainspirowali do zmian we własnym życiu... Dlaczego wcześniej nic się nie działo? Ano działo się, ale presja społeczeństwa i brak zrozumienia u znajomych spowodowały, że zeszłam z obranej drogi... Ale nie tym razem :)


Rich pisze:

"Życie to długi, skomplikowany marsz. Przemierzyłem bardzo różne drogi, niektóre kręte, niektóre jasne i proste, niektóre ciemne i wstydliwe. Jest to opowieść o facecie, który zbudził się pewnego ranka i stwierdził, że od zbyt wielu lat idzie tą samą wydeptaną ścieżką. Wszyscy na niej byliśmy. I aż nazbyt wielu z nas nie widzi możliwości zejścia z niej, a co dopiero mówić o jakiejś nowej trasie, na której byśmy bardziej się spełniali jako osoby. Mnie się udało. Dzięki temu, iż otworzyłem serce, zawierzyłem, że nie sprowadzi mnie na manowce, i byłem gotów iść za jego wskazaniami, zobaczyłem, jak moje życie odmienia się pod każdym względem. Gdy przyszło się zmagać z niemożliwymi na pozór do pokonania przeszkodami, ból stawał się tak wielki, iż jedynym ukojeniem było całkowite się w nim pogrążenie. Tam jednak, gdzie przeszkody, tam możliwość wzrastania, bez wzrostu zaś nie ma życia. Dlatego też dopracowałem się takiej mantry:<<Rób to, co kochasz, kochaj tych, na których ci zależy, i to, na czym ci zależy, służ pomocą innym i pilnuj, byś zawsze wiedział, że jesteś na właściwej drodze.>>

Także i na ciebie czeka nowa droga. Trzeba się tylko za nią rozejrzeć, a potem - zrobić pierwszy  krok. Na początek wystarczy powstać i wytrwać, a ten pierwszy krok stanie się gigantyczny. I wtedy pokarzesz, kim naprawdę jesteś"


I jak tu nie słuchać takich ludzi... Zapewniam, że nie są to puste słowa. Rich Roll prócz tego, że jest genialnym biegaczem (ukończył np. pięć dystansów Iromana na pięciu wyspach na Hawajach w siedem kolejnych dni!) jest też człowiekiem, który pewnego dni zobaczył, jak bezwartościowe życie prowadzi i postanowił to zmienić.  Swoją drogę rozpoczął od odrzucenia alkoholu i narkotyków, przeszedł terapię dla AA i program 12 kroków, potem zmienił sposób odżywiania i zrzucił pond 25 kg nadwagi. Zaczął biegać i po jakimś czasie wziął udział w zawodach Ultramana... Zmienił sposób myślenia o sobie i o świecie i dopiero wtedy zmieniło się jego życie... 






Nie popieram diety wegańskiej, nawet nie wyobrażam sobie bycia wegetarianką... ale jedzenie większej ilości warzyw i owoców jest jak najbardziej po mojej myśli.... Unikanie wszelkiej żywności przetworzonej i wprowadzenie większej ilości ruchu to mój plan na najbliższe miesiące...



Zobaczymy, co z tego wyjdzie...
Anna M.   


"Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie" Katarzyna Bosacka

autor:
wydawnictwo: Publicat
data wydania: 6 luty 2013
liczba stron: 128
moja ocena:  6 / 6




No cóż....  Panią Kasię Bosacką znam z programu "Wiem, co jem". Wiedziałam chyba wszystkie odcinki po kilka razy i przyznaję - już wiem, co jem, ale nadal ...za dużo. Przyszedł zatem czas na "ostatnią deskę ratunku" - książkę, która zaintrygowała mnie tytułem - ZEGNAJ PULPECIE. Wypisz, wymaluj - dla mnie :) Siedząc w domu nad kolejnym kawałkiem ciastka czekoladowego, zaczęłam się zastanawiać, gdzie się podziała moja energia do życia? Chyba zwyczajnie ze "szparaga" stałam się "pulpetem" :( Tylko kiedy i dlaczego?

 
W dużym skrócie: dzieciństwo - pulpet, liceum- wielki pulpet, ale potem ZMIANA, determinacja i "męska" decyzja! W ciągu 4 lat schudłam 48 kg :) Skończyłam studia... i skończyłam z nadwagą! Zostałam dumnym "szparagiem"! :) :) :)  Biegałam nawet po 10 km dziennie (prawie codziennie): wstawałam o świcie, zakładałam dres, buty i biegłam po lesie. Chodziłam na basen 2 razy w tygodniu, jadłam sałatki, sama gotowałam pyszne, zdrowe posiłki. Było bosko!

A teraz... To długa historia... ale cytując klasyka "po okresie błędów i wypaczeń" 15 kg do zgubienia... Innymi słowy po 30-stce dopadł mnie koszmar wszystkich pulpetów - efekt jo-jo! Czas się przyznać, że starość - nie radość ;) I tak sobie dziś, wchodząc z zadyszką na 6 piętro, pomyślałam: "Matysiak - dosyć! Może i nie masz tyle czasu, co kiedyś, może i praca wypełnia prawie cały dzień, może i nie chce się gotować, może i dzieci w szkole mają za często urodziny i przynoszą za dużo cukierków. Ale to tylko wytłumaczenie dla LENISTWA" No i Opatrzność sprawiła, że dziś przyszła pocztą książka Kasi Bosackiej :)

Oczywiście przeczytałam jednym tchem :) To jak powrót do czasów, kiedy miałam 25 lat i dieta stanowiła dla mnie oczywistość, zabawę, bieganie sprawiało mi radość i uśmiech sąsiadów ze wsi (i zadyszkę mojego psa). Kasia Bosacka pisze o sprawach podstawowych:
  • 5 zdrowych, racjonalnych posiłków
  • dużo wody
  • zero cukru
  • sport


Nie jest to książka dla tych, którzy chcą zgubić kilogramy bez wysiłku, szybko i dużo. Nie, nie! Nic w przyrodzie nie ginie. Nie chodzi o to, żeby się odchudzać, trzeba trwale zmienić nawyki żywieniowe :) I nie powtarzać starych błędów, czyli nie robić tego, co ja przez ostatni rok :) Dodatkową zaletą książki jest lekki i przystępny język - pani Kasia pisze z dużą dozą humoru i autoironii, dlatego wywołuje również uśmiech u czytelnika. I największa zaleta - książka nie jest teoretycznym dumaniem silikonowej, sztucznie wyprodukowanej gwiazdki. To prawdziwa kobieta z krwi i kości... Jest zatem jedną z nas! Kasia Bosacka jest żoną, matką, pracuje, ma mało czasu i dużo pokus jedzeniowych. Autorka na własnych kilogramach wypróbowała skuteczność swoich porad, schudła i odzyskała dobrą kondycje. Książka jest zatem godna polecenia, a autorce można zaufać, z całą pewnością wie, co mówi!

Moja recenzja jest tylko połowiczna. Przeczytałam książkę! Jest świetna. Ale drugą część recenzji napiszę za kilka miesięcy, gdy.... schudnę również i ja. A zatem kochane pulpety i wy ... szparagi:

Rozpoczynam misję! I to wcale nie będzie Mission: Impossible! Z doświadczenie wiem, że całkowicie possible!

CEL                                             - wrócić do wagi 65 kg
DATA rozpoczęcia projektu       - JUŻ!  (czyli moje 32 urodziny - dobry moment, prawda?)
DADA zakończenia                    - 1.10.2013
SPOSÓB                                     - zdrowe odżywianie, sport, unikanie śmieciowego jedzenia

Do wiadomości wszystkich zainteresowanych - uduszę, jak ktoś mnie będzie wyciągał na pizze! :) :) :) Może być... sałatka :)


Anna M.


Polecam
-  fragment programu "Kasia Bosacka cudnie chudnie"
-  fragment książki Kasi Bosackiej / artykuł w Wysokich Obcasach - "Bosacka chudnie w oczach"




"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" - Haruki Murakami

 "Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem"  



   

tytuł: "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" 
autor: Haruki Murakami

wydawnictwo: MUZA
data wydania: 14 kwietnia 2010
tytuł oryginału: Hashiru koto-ni tsuite kataru toki-ni boku-no kataru koto
liczba stron: 192

moja ocena 5/6





   Bieganie jest wyborem, bieganie jest częścią nas. Co sprawia, że człowiek budzi się o świcie, zakłada buty, wychodzi z domu, biega, męczy się, wraca do domu, bierze prysznic i idzie do pracy? Większość z nas, gdy zadzwoni budzik, przestawia go na 10 minut drzemki, po czym leniwie człapie do łazienki. Ja niestety przez ostatnie kilka miesięcy należę do tej drugiej grupy, choć kiedyś biegałam nawet 10 km dziennie. Świetnie potrafię się usprawiedliwiać: druga praca, powrót do domu ok. 19.00, zmęczenie, jedzenie w biegu, spotkania ze znajomymi połączone z pysznymi deserami, zima, śnieg, brak czasu. I tak, nawet nie wiem kiedy i jak, przestałam nagle biegać... pływać, chodzić na siłownie.  Obudził się we mnie mały leniuszek: wieczory z książką i kawcią, muzyka, a rano odkładanie momentu wypełźnięcia z łóżka, aż będę na granicy spóźnienia do pracy. 
    Przeglądając blogi, natrafiłam na "Szelest stron" i recenzję książki: "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" -   Haruki Murakami. Przeczytałam ją i zatęskniłam za bieganiem. To swoistego rodzaju pamiętnik, rozliczenie się z czasem, który mija.  
    Haruki przygotowuje się do kolejnego maratonu, opisuje trening, zmaganie się ze sobą, z swoimi ograniczeniami i wiekiem. Wspomina początki swojej pasji biegania oraz moment, w którym zajął się pisaniem. Opowiada o triatlonie, niepowodzeniach i godzeniu się z coraz gorszymi wynikami. Czas mija... ale biegaczem jest się do końca - ono nadaje rytm i sens życiu. Dyscyplina pozawala na zachowanie fizycznej sprawności i chęci do życia. 



"Moja potrzeba samotności pozostała niezmienna. Z tego powodu ta godzina czy więcej, którą poświęcam na bieganie, pielęgnowanie pozbawionego słów czasu dla siebie, jest ważna dla utrzymania przeze mnie dobrego mentalnego samopoczucia. Kiedy biegnę, nie muszę z nikim rozmawiać ani nikogo słuchać. Jedyne, co muszę, to przyglądać się mijanej okolicy. Nie byłbym w stanie obejść się beż tej części dnia. (...) O czym dokładnie myślę, kiedy biegnę? Nie mam zielonego pojęcia. (...) Biegnąć, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, by osiągnąć pustkę".

    Dlaczego ja biegałam? Kochałam wstawać o świcie i biec wzdłuż rzeki lub w lesie. Zawsze wybierałam samotne miejsca. Obserwowałam budzące się słońce, walczyłam ze zmęczeniem, słuchałam swojego oddechu i powoli uwalniałam się od myśli, emocji i tego wszystkiego, co nazywam  codziennością. To był czas tylko dla mnie i tylko ze sobą się zmagałam. Zawsze więcej, zawsze dłużej i intensywniej. Cudowny czas i zmęczenie, które sprawiają, że żyjesz. Radość istnienia.


"Bieganie, na równie z trzema posiłkami dziennie, snem, sprzątaniem i pracą, weszło na stałe do mojego rozkładu dnia. Gdy stało się czymś naturalnym, przestałem się wstydzić, że biegam".

     Nie liczą się wyniki, statystyki czy dystans. Liczy się sama przyjemność z biegania. Jestem tylko ja i to, co mogę zrobić, to, na co mnie stać, to, kim jestem i kim chcę być. Na wszystko inne przyjdzie czas.  Życie staje się prostsze, spokojniejsze.  Każdy dzień staje się przygodą i wyzwaniem, aby bardziej poznać siebie i świat wokół nas. Tak, tęsknie za bieganiem! Koniec wspominania, koniec lenistwa. Wczoraj wyjęłam z szafy moje buty, idzie wiosna, będzie cieplej i .... wczesnym rankiem, nad Wartą,  znów będzie można samotnie pobiec ...  Kocham to!!!!




 "Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem"


Anna M.

Belfer na wakacjach :)

3 lipca 2022 r.  _______________________________________________ Postanowiłam zreanimować starego bloga czytelniczego i tchnąć w niego troch...