Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koło filmowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koło filmowe. Pokaż wszystkie posty

"Johnny Depp. Sekretne życie" Nigel Goodall




Wszyscy znamy Johnny'ego Deppa z jego spektakularnych ról. Wystarczy wymienić: "Czekoladę", czy oczywiście "Piratów z Karaibów".  Zapewne też wiele kobiecych serc złamał... 


Wiele złego można o nim powiedzieć, sam o sobie nie wypowiada się najlepiej, mnóstwo błędów w młodości, kilka skandali w minionych latach, jedna bolesna i do dziś tajemnicza sprawa .... Jednak, gdy zajrzymy głębiej to dostrzeżemy kogoś inteligentnego i twórczego, wiernego sobie i swoim pasjom...


Ja lubię Depp'a za... nieszablonowość, filozofie życia, buntowniczą naturę i ... muzykę. Bo komercyjno-konsumpcyjne społeczeństwo mało interesuje się prawdą, a żyje tym, co napiszą na "Pudelku"... Johnny Depp wiele razy powtarzał, że aktorem jest przez przypadek, a na sercem na zawsze pozostanie muzykiem. I za to go cenię.






Bardzo lubię ten utwór Eddie'go, zresztą kocham film "Wszystko za życie", a książkę Jona Krakauera czytałam chyba milion razy. Kiedyś o niej napisze, jak zbiorę się na odwagę, bo wiele przemyśleń jest bardzo osobistych...





Wpadła mi ostatnio w ręce książka "Johnny Depp. Sekretne życie"  Nigela Goodalla. Zawsze lubiłam czytać biografie, więc zabrałam się do niej z entuzjazmem, a że miałam przed sobą dwie godziny w pociągu, z przyjemnością umiliłam sobie jazdę siedząc na podłodze koło WC - wiadomo podróż w Wigilię z PKP jest zarezerwowana tylko dla odważnych! Czekało mnie również świętowanie z ciotkami i kuzynkami w domu i powrót tym samym (miałam nadzieję, że jednak nie) pociągiem. Zatem włączyłam moją wysłużoną już MP3, ustawiłam na "Him" i przeniosłam się w świat Jehnny'ego Depp'a. Szybko okazało się, że nie mogłam się już z niego wyrwać. Po kilkudziesięciu stronach opisujących dzieciństwo i wczesną młodość, zaczyna się podróż przez filmy z udziałem aktora. Poznajemy Johnny'ego z innej strony, niż przeciętny widz siedzący w kinie i zachwycający się jego aktorstwem lub jakaś tam nastolatka wzdychająca na widok jego pięknych ... oczu... Autor stara się uchwycić prawdziwe oblicze zaszufladkowanego przez szare masy aktora. Oto, co z tego dla siebie zachowałam....






Postanowiłam równolegle z czytaniem książki, jeszcze raz zobaczyć wszystkie filmy z udziałem Deppa. Większość z nich już kilkakrotnie widziałam, więc zabawa była niesamowita. Wcześniej czytałam rozdział i oglądając film miałam w głowie wszystko, czego normalny widz nie wie, osobiste rozterki aktora, kulisy, kłótnie, romanse, nieporozumienia, ucieczki przez paparazzi, szukanie samotności... Kiedy na całym świecie dziewczyny wieszały plakaty z Depp'em, on walczył z ukutym przez bulwarową prasę wizerunkiem przystojniaka, snuł plany na przyszłość, czytał Dostojewskiego, oglądał stare filmy i grał na gitarze...



Johnny Depp na scenie wspólnie z Aerosmith





___________________________________________________

Ok. Wybrałam kilka filmów z Depp'em, które są dla mnie ważne, z wielu powodów.




 "Co gryzie Gilberta Grape'a"





Znalazłam kilka wypowiedzi Johnny'ego na temat tej postaci:



"Nie sądzę, że się ograniczam,ponieważ robię coś, co uważam za prawdziwe. Widzę w tych postaciach więcej normalności niż w tym, co uchodzi za normalność. Wydaje mi się, że przez moje aktorstwo wciąż przewija się pewien stały temat - ludzi, których tak zwana normalna część społeczeństwa postrzega jako cudaków. Ciągnie mnie do tych ekscentrycznych ról chyba dlatego, że i moje życie jest trochę nienormalne". 






"Ze względu na okoliczności Gilbert musi zrezygnować ze swych marzeń. Ma w sobie wrogość, której nie może wyrazić z powodu swych obowiązków i odpowiedzialności za rodzinę. Aby móc sobie radzić ze sobą każdego dnia, musiał się w pewien sposób znieczulić, uodpornić na otaczającą go rzeczywistość"





 
"Gilbert mógłby się wydawać całkiem normalnym facetem, ale ciekawiło mnie, co się w nim dzieje pod powierzchnią, cała ta kipiąca w nim wrogość i gniew, które jest w stanie uzewnętrznić w filmie tylko kilka razy. Rozumiem to poczucie ugrzęźnięcia, czy to w kategoriach geograficznych, czy emocjonalnych. Rozumiem wściekłość wywołaną pragnieniem ucieczki od wszystkiego i od wszystkich, by rozpocząć nowe życie".




"Gibert jakby w pewnym momencie pozwolił sobie umrzeć w środku, jakby się powoli zabijał czy zamęczał dla rodziny, stając się w niej zastępczym ojcem (...). Tego rodzaju lojalność może wyrosnąć z czystej miłości, ale może się też obrócić przeciwko tobie, gdy miłość i oddanie zamieniają się w niechęć, poczucie winy i utraty samego siebie, co jest najgorszą rzeczą, jaka się może człowiekowi przytrafić - bo wtedy nienawidzisz innych za to, co zrobiłeś sam sobie"







Na drugim miejscu znajduje się Finding Neverland, czyli  "Marzyciel" z 2004 roku.


Książkę "Piotruś Pan" czytałam wielokrotnie, napisałam nawet na jej podstawie scenariusz przedstawienia, które moje małe urwisy zagrały w zeszłym roku szkolnym...  I uczciwie przyznaję, że pomysł wpadł mi po kolejnym obejrzeniu "Marzyciela". To przepiękna opowieść o miłości, samotności i marzeniach. Zbyt wcześnie dorastamy i nie potrafimy już patrzeć na świat oczami dziecka. Ja ciągle się uczę....










Miejsce III

"Człowiek, który płakał"






Na temat tego filmu nic nie napiszę, trzeba go zwyczajnie zobaczyć. Należy on do najmniej znanych obrazów z udziałem Depp'a, ale dla mnie ważny ze względu na tematykę Holokaustu, którą podejmuje...





"Arizona Dream"


Koniecznie trzeba zobaczyć ten film! Film Kusturicy z muzyką Bregovic'a jast tak samo zakręcony i wielopoziomowy, jak rzeczywistość, która nas otacza. To nic nie jest oczywiste i proste, realizm miesza się z marzeniami, a relacje między głównymi bohaterami mogą być rozpatrywane z wielu stron i widzowi nigdy się nie znudzi szukanie sensu życia... Film dla odważnych..., którzy nie boją się myśleć... i szukać własnej drogi...











"Piraci z Karaibów"



No i poza wszelkimi rankingami są "Piraci z Karaibów". Wiem, wiem, komercja... ale zwyczajnie lubię Depp'a w tej roli. Nic dodać, nic ująć....









_________________________________________________________


Tak sobie czytałam i czytałam książkę o Johnny'm i wiecie co? Od zawsze wiedziałam, że nie da się go opisać w żaden sposób.  Mnie ujął szczerością gry aktorskiej, rozbrajającym, na przekór wszystkiemu i wszystkim, podejściem do życia, odwagą, by stawić czoła demonom przeszłości i wyjść z uzależnień, ale i zamiłowaniem do muzyki i książek. Wiedzieliście, że potrafi spędzić tydzień w bibliotece, albo, że za jego sprawą wydano kilka książek? Prowadził też audycje dokumentalną w radiu BBC na temat wpływu James Deana jako idola na całą generację muzyków rockowych... Wśród wielbicieli Deana znajdowali się bowiem m.in. Presley, Bob Dylan i John Lennon... W audycji gościli:  Morrissey, Paul McCartney, David Bailey i Dennis Hopper... 



Jak tu nie kochać Depp'a, skoro wymyślając postać kapitana Jacka wzorował się na osobie Keitha Richardsa, a wcielając się w J.M.Barriego w filmie Marzyciel, szukał inspiracji u.. Ozzy'ego Osbourne'a. I co? Można, jak się kocha rocka i metal...! A to jest mi bardzo bliskie...



 A na koniec jeszcze jedne mały występ na scenie wspólnie z... Billy'm Gibbons'em  ;)









Musze przyznać, że czytając książkę i oglądając filmy spędziłam miłe dwa tygodnie.  Czasem się śmiałam, innym razem płakałam, zjadłam mnóstwo... jabłek (to z powodu diety) i wypiłam litry ... wody mineralnej (ten sam powód). Och, urodziłam się co najmniej dekadę za późno...


Anna M.


"You've Got Mail"



Niedzielny poranek (no nie taki już ranek, ale co tam - są wakacje), pachnąca kawa (szkoda, że nie czuję zapachu), audycja Beaty Pawlikowskiej w radiu i... przemyślenia po wczorajszym filmie "Masz wiadomość".




 



Widziałam go chyba ze 20 razy, historia jest banalna i jak na komedie romantyczną - nawet zabawna. Ale nie o tym chcę pisać, mnie zaciekawił bohater drugoplanowy - KSIĄŻKI. 


Otóż Kathleen  prowadzi w Nowym Jorku małą księgarnie dla dzieci. To coś więcej niż zwykły sklep, Kathleen jest zafascynowana książkami, które są całym jej światem. Zna wszystkich klientów, często czyta dzieciom bajki, świetnie orientuje się w literaturze dziecięcej, wie, co każde dziecko polubi i wprowadza maluchy w świat wyobraźni bez granic. Jej księgarnia pachnie nie tylko książkami, ale i ciepłem, spokojem i rodzinną atmosferą. Kathleen przyjaźni się ze swoimi pracownikami (jest ich aż troje), a sprzedaż książek to coś więcej niż biznes - to pamięć o matce, która zostawiła jej mały sklep "Za rogiem".


Natomiast Joe to bogaty spadkobierca rodzinnej firmy - wielkiej sieci ekskluzywnych księgarni. Jego ekscentryczni ojciec i dziadek specjalizują się w bezlitosnym wypychaniu z rynku małych sklepików i następnie wykupowaniu ich. Książki są dla nich jedynie biznesem, zatrudniają mnóstwo ludzi, którzy jednak mają mało wspólnego z czytaniem. 


Kathleen i Joe spotykają się anonimowo w internecie i zaczynają pisać do siebie e-maile, zaprzyjaźniają się i z czasem zakochują w sobie, nie wiedząc, że w realnym świecie nienawidzą siebie i są swoimi śmiertelnymi wrogami. Jak już pisałam historia jest banalna, ale zapach książek i atmosfera w sklepiku "Za rogiem" urzeka mnie tyle razy,  ile razy oglądam ten film. Kathleen, która prowadzi księgarnie z tradycjami, która sprawia, że jest tam przytulnie jak w domu, i która wreszcie dzieli się tym co kocha, jest moim  niedościgłym wzorem, choć jest fikcyjną postacią. 


Moja mama i brat często żartują, że ja na emeryturze to chyba będę miała bibliotekę w domu. Lubię otaczać się książkami, kocham widok poustawianych ich równo na półkach. Często je przekładam, a jak mam naprawdę zły dzień, przestawiam całe półki i mebluję dom na nowo. 


Mam też małe marzenie - stworzyć cały pokój pełen pięknie wydanych książek, taką prawdziwą bibliotekę w jednym z pokoi. Byłyby tam stare ciężkie regały, masywne biurko, wielki fotel i maleńki stolik na kawę.... Przez ogromne okno wpadałoby mnóstwo światła, a między książkami pięłyby się zielone listki kwiatów zwisających z półek... Na podłodze z prawdziwego drewna leżałby kosmaty dywanik, żeby można było na boso "biegać" od fotel do regału i szukać przygód w świecie literackiej fikcji... Takie mam marzenie... Stary dom na wsi już mam, pokój z wielkim oknem też... książek też mam coraz więcej, cześć już w kartonach, bo nie mieszczą się na moich małych regałach z Ikei w moim małym, wynajmowanym pokoiku na 12 piętrze. Czas pokaże, co z resztą mojego marzenia.


Mam też drugie marzenie - chciałabym mieć własną księgarnie....



Och rozmarzyłam się, a czas wracać na ziemię...
Pozdrawiam serdecznie :)

Anna M.
eioba

"Czekolada" Joanne Harris

...to nie grzech... Na szczęście!






tytuł: Czekolada
autorka: Joanne Harris

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 24 maja 2000
tytuł oryginału: Chocolat
liczba stron: 368
moja ocena: 4/6

      No i jestem w kropce! Pierwszy raz muszę przyznać, że film podobał mi się bardziej niż książka. No cóż. Co konkretnie mam na myśli? Nie podoba mi się schemat: Kościół = zły, zabobonny, zaściankowy. Na szczęście jest to wizja Kościoła z dawnych lat. Dziś chrześcijaństwo wygląda zupełnie inaczej, jest tu miejsce dla każdego z nas, jest też miłość, zrozumienie i dialog. "Każdy święty chodzi uśmiechnięty", a w wielu Kościołach po Mszy św. jest herbatka i ciasteczka. U mnie tak bywa :)  Przynajmniej ja taki Kościół znam i taki chcę tworzyć. Ale w historii było rożnie, i mam wrażenie, że o tym jest ta książka.  To bardzo trudna lektura dla mnie, osoby wierzącej i ufającej, że dobro kryje się w każdym człowieku. Być może autorka zna tylko negatywne oblicze Kościoła, i takie ukazuje w swojej powieści...

    Ksiądz, rygorystyczny, powściągliwy, o purytańskim obliczu, stara się zapanować nad duszami swoich owieczek. W Lansquenet jest on jedynym prawodawcą i stróżem moralności.  Boi się, że odrobina czekolady, odrobina ustępstwa zniszczy obietnicę życia wiecznego:

Ogarnia mnie jakaś rozpacz, ściera duszę, po trochu ją zmniejsza. Podobnie katedrę mogą z biegiem lat niszczyć osady kurzu i piachu. Czuje, jak ta rozpacz kruszy moją stanowczość, moją radość, moją wiarę.. Chciałbym przeprowadzić ich przez ciężkie próby, przez głuszę. A cóż ja tu mam? (...) Diabeł jest tchórzem, nie pokazuje swego oblicza. Jest bezszelestny, rozprasza się i milionami cząsteczek przenika, wpełza w ludzką krew, w ludzkie dusze".

    Vianne Rocher przybywa do tego małego francuskiego miasteczka wraz z ciepłym wiatrem. W Wielkim Poście otwiera cukiernie vis a vis kościoła. Wraz z córka Anouk, jak niegdyś z matką, błąka się po świecie nie mając domu, rodziny, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa.  Często zastanawia się, czy nie osiąść gdzieś na stałe.

"Patrząc na słońce zastanawiam się nie stąd ni zowąd, z jakim uczuciem bym spoglądała, jak ono wschodzi wciąż nad tym samym horyzontem za pięć - może za dziesięć, może za dwadzieścia - lat. Ta myśl jest dziwnie oszałamiająca, wywołuje lęk i tęsknotę (...) Sprzedaje marzenia, małe przyjemności, słodkie nieszkodliwe pokusy, które zwabiłyby rzesze świętych do przebierania wśród orzechów i nugatów..."

    Vianne ucieka przed przeszłością, przed lękiem, przed nieokreślonym bliżej wrogiem. Ucieka przed sobą i przed ciągłą ucieczką. To kobieta tajemnicza, chce wreszcie żyć...   Kocha magię czekolady, której smak poznała w dzieciństwie.  Po matce odziedziczyła umiejętność czytania w ludzkiej duszy. Ale alchemia i pasja kryła się w przyrządzaniu czekolady:

Kiedy pracuję uwalniam się od wszelkiej myśli, oddycham głęboko. (...) Połączone wonie czekolady, wanilii, rozgrzanej miedzi i cynamonu odurzają, wspaniale sugestywne; jest w tym surowy zapach ziemi południowoamerykańskiej, gorąca żywiczna wonność lasów deszczowych. Przenoszę się teraz. Jestem z Aztekami przy ich uświęconych obrzędach: Meksyk, Wenezuela, Kolumbia (...) Cofnięcie się do czasów, kiedy świat był większy i bardziej dziki (...) ludzie czcili ziarno kakaowe. Przypisywali mu czarodziejskie właściwości".

     Książka zawiera przepyszne opisy przyrządzania czekolady i za to ją polubiłam. Czytając kolejne strony czuje się zapach kakao i wanilii. Przyznam się szczerze, że zanim zamknęłam książkę przeczytawszy ostatnią stronę, zjadłam kilka tabliczek czekolady... No cóż, nie mogłam się powstrzymać :) Szkoda tylko, że kartki nie pachną tylko cappuccino, ale i niechęcią do Kościoła. Z drugiej strony to tylko książka...

     Pod tym względem film jest uroczy. Pierwsze skrzypce gra w nim czekolada, a negatywny wydźwięk zostaje złagodzony przez wprowadzenie fikcyjnej postaci burmistrza. To on prezentuje nienawiść do odmienności, sarkazm, dwulicowość i lęk przed drobnymi  przyjemnościami. Skupia w sobie wszystkie negatywne cechy.  Steruje młodym i niedoświadczonym księdzem, który ostatecznie buntuje się i idzie za prawdą i dobrem w swym sercu.  Z tego względu film bardziej do mnie przemawia. Nie jest jednostronny i pokazuje wszystkie kolory i odcienie charakterów czy to ludzi  Kościoła, czy to ludzi władzy. Ostatecznie dobro zwycięża... Za to pokochałam film, a książkę.... za czekoladę...





     Hmm.  Ja zakochałam się w czekoladzie. Na szczęście nikt w Kościele nie zabrania mi jej jeść. Uffff :) :) :)  Może dlatego czekolada obok kawy, sprawia, że zapominam o wszystkich troskach. Dietetycy pewnie określiliby to mianem uzależnienia. ale ja wole myśleć, że to magia drzewa kakaowego. Nic nie może się równać ze smakiem czekolady, kiedy w niedzielne popołudnie (po Mszy oczywiście) siadam w fotelu, wyjmuję książkę i tabliczkę czekolady. I to nic nie szkodzi, że w poniedziałek trzeba będzie iść pobiegać lub na popływać. Słodycze są tego warte :)




Anna M.

"Przerwana lekcja muzyki" Susanna Kaysen


"Girl, Interrupted"... światy równoległe....



 


tytuł:  "Przerwana lekcja muzyki"
autorka: Susanna Kaysen
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 1996
tytuł oryginału: Girl, Interrupted
liczba stron: 160
moja ocena: 6 /6 
    Co u mnie? No cóż, nadal chora... ale już bez temperatury :) No i kolejny postęp - przestała mnie boleć głowa i nareszcie mogę myśleć :)  Leżę w łóżku grzecznie, jem, śpię, kaszle, stos chusteczek, jeszcze 4 dni na antybiotyku, zapas żywności w lodówce, rosołek, owoce i herbatka z cytryną, choć nie lubię. Ale muszę się ostatecznie i definitywnie wyleczyć! Taki mam odważny plan :) Za oknem prawie wiosna, a ja uwięziona w pokoju na 12 piętrze! Trudno... Jeszcze przyjdą lepsze dni :)


     "Girl, Interrupted" Susanna Kaysen. Książka przeczytana poza planem... ale z potrzeby serca. 

Susanna Kaysen


  Oglądałam kiedyś film "Przerwana lekcja muzyki". Powstał on w 1999 roku na podstawie dziennika-pamiętnika Susanny Kaysen. Zafascynowała mnie wtedy postać Lisy - obłąkanej nastolatki, która w swym szaleństwie była bardziej normalna niż każdy z nas. No i znakomita rola Angeliny Jolie - która była tak przekonująca jako Lisa, że juz na zawsze w mojej pamięci zostanie związana z ta rolą. Zaciekawił mnie obraz choroby i postrzegania siebie przez pacjentów szpitala psychiatrycznego. Może dlatego, że kiedyś jako wolontariuszka pracowałam w szpitalu psychiatrycznym, co prawda tylko sprzątałam, ale mogłam zobaczyć, co się tam dzieje. Zawsze interesowała mnie psychologia i ludzki umysł. Jak zatem czuje się osoba chora? Czy ludzki umysł może nas okłamywać? Czy świat, w którym żyjemy i funkcjonujemy jest realny? Czy można zaufać komuś, kto twierdzi, że nie mamy racji? Czy nasza wrażliwość może nas zgubić?

Autorka książki, Susanna Kaysen, w latach 1967-1969 sama była pacjentką szpitala  McLean w Belmont.

"Ludzie pytają: jak tam trafiłaś? W rzeczywistości chcą wiedzieć, czy ich może spotkać to samo. Nie potrafię dać odpowiedzi na to ukryte pytanie. Mogę powiedzieć jedno: to nie jest trudne. Tak jak nietrudno jest ześlizgnąć się w objęcia wszechświata równoległego. Tyle ich jest wokół nas: świat obłąkańców, świat przestępców, świat niepełnosprawnych, świat konających, a może i świat zmarłych. Te światy istnieją równolegle obok naszego i są do niego podobne, ale nie są jego częścią. (...) We wszechświecie równoległym prawa fizyki zostają zawieszone. Co leci w górę, niekoniecznie musi upaść, ciało w spoczynku wcale nie musi w spoczynku pozostawać, nie każda akcja wyzwala równorzędną i odwrotną reakcję. Również czas nie jest ten sam. Może pędzić w kółko, może płynąć wstecz, może też niepostrzeżenie przemknąć od teraz do kiedyś. Sama struktura molekularna ciała stałego jest bardzo płynna: stoły mogą się stać zegarami, twarzami albo kwiatami. Jednak o tym wszystkim dowiadujesz się później. Jeszcze jedną przedziwną cechą wszechświata równoległego jest to, że choć z zewnątrz pozostaje niewidzialny, to kiedy już trafi się do jego wnętrza, ciągle widać świat, z którego się przybyło. Świat ten niekiedy wygląda groźnie i potężnie, trzęsie się jak olbrzymia góra gęstej galarety, ale czasami jest zminiaturyzowany i maleńki, kusząco błyszczy i wiruje po swojej orbicie. Jednak w żadnym z obu tych przypadków nie sposób go nie zauważać. Z każdej celi na Alcatraz widać przez okno San Francisco".

    Susanna opisując swój pobyt na oddziale psychiatrycznym, nie ogranicza się tylko do relacjonowania przebiegu dnia. Mniej lub bardziej świadoma własnej choroby zaprasza czytelnika do swojego świata - do świata swoich koleżanek, do świata ludzi, którzy mocniej czują, więcej widzą, lepiej wiedzą i bardziej cierpią. Ale jedno jest pewne - są inteligentni. Jej spostrzeżenia są trafne, a opis "naszego" świata ludzi "zdrowych" może zasiać wątpliwość, po której stronie normalności jesteśmy. Absurdy życia codziennego w szpitalu są tak "absurdalne", że zaczynamy wierzyć, iż to Susanna ma racje. A jednak, czy to prawda? Czytając jej książkę zaczynamy się zastanawiać, jaka jest różnica między osobą chorą a zdrową?  Czy jest to tylko adres zamieszkania? Czy to zaburzenie postrzegania rzeczywistości, nadmierne rozmyślanie, niewłaściwy obraz siebie, czy tylko braki serotoniny w mózgu?

"Dopóki postanawiałyśmy trwać w złym humorze, nie musiałyśmy chodzić do szkoły ani szukać sobie pracy. Właściwie mogłyśmy wykpić się od wszystkiego, z wyjątkiem jedzenia i przyjmowania lekarstw. W pewnym sensie byłyśmy wolne. Dotarłyśmy do kresu. Nie miałyśmy już nic do stracenia. Nasza prywatność, nasza godność, nasza wolność — byłyśmy tego wszystkiego pozbawione, byłyśmy obnażone do żywej kości swego jestestwa. Obnażone wymagałyśmy ochrony i szpital nas ochraniał. Oczywiście, to szpital pierwszy nas obnażył, ale jednocześnie podkreślił w ten sposób, że bierze na siebie obowiązek ochraniania nas. I szpital ten obowiązek wypełniał. Nasze rodziny wydawały na to wcale niemałe sumy pieniędzy: sześćdziesiąt dolarów dziennie (w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku) za sam pokój. Terapie, lekarstwa, konsultacje itd. opłacane były osobno. (...) Moja hospitalizacja pochłonęła równowartość kosztów studiów, których nie chciałam podjąć".

 A rodzina, znajomi, życie sprzed choroby, świat poza murami szpitala?

"Czubek trochę przypomina osobę obarczoną obowiązkiem pełnienia roli reprezentacyjnej. Często szalona jest cała rodzina, ale ponieważ cała rodzina nie może iść do szpitala, wyznacza się na wariata jedną osobę, reprezentanta, który zostaje hospitalizowany. Potem, w zależności od tego, jak miewa się reszta rodziny, osoba ta albo jest trzymana na oddziale, albo wyciągana z powrotem do domu. W obu przypadkach rodzina stara się udowodnić coś na temat swego" stanu zdrowia psychicznego. Większość rodzin starała się dowieść jednej, tej samej tezy: my nie jesteśmy stuknięci, to nasz reprezentant jest stuknięty. Te rodziny opłacały przysyłane rachunki. Jednak niektóre rodziny usiłowały udowodnić, że nikt nie jest stuknięty, i właśnie one groziły nieustannie, że przestaną opłacać pobyt w szpitalu".

    Autorka pisze również o piętnie, jakie niesie ze sobą pobyt w zamkniętym zakładzie. Niektórzy boją się osób z "taką" przeszłością, inni boją się siebie, że może ich spotkać to samo, jeszcze inni bali się "zarazić" chorobą. Czym zatem jest szaleństwo?

"miejsce, gdzie każde fałszywie odebrane wrażenie nosi wszelkie znamiona rzeczywistości".

     Czy zatem każdy z nam nie jest w jakimś stopniu szalony? Mój znajomy zawsze mawiał, że najbardziej boi się ludzi, którzy twierdzą, że są normalni :) Może i coś w tym jest z prawdy... 


 



I jeszcze jedna myśl:

Przerwana lekcja muzyki obraz Jana Vermeera,
 namalowany ok. 1658-61 r.
"Dziewczyna w czasie lekcji muzyki przebywa w innym świetle; kapryśnym, mrocznym, przygaszonym i posępnym świetle życia, dzięki któremu widzimy siebie i innych tylko w sposób niedoskonały. I bardzo rzadko".


Anna M.

Belfer na wakacjach :)

3 lipca 2022 r.  _______________________________________________ Postanowiłam zreanimować starego bloga czytelniczego i tchnąć w niego troch...