Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

God, I love Paris - Amy Thomas

et moi....   bien sûr, aussi  !  
( i ja oczywiście - też)


        Paryż.... Przyznam szczerze, że podobnie jak Amy Thomas, ja również zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że nawet polubię Francję. Nigdy nie planowałam nawet wakacji w tym kraju. Zawsze chciałam wyjechać na Bliski Wschód i nadal o tym obsesyjnie marzę. Dlaczego zatem wylądowałam en France? Przypadek... Zwyczajny przypadek, moja praca związana z dialogiem międzyreligijnym sprawiła, że na 2 lata związałam się z środowiskiem ludzi mówiących po francusku, myślących po francusku i co więcej - mieszkających i pracujących głównie we Francji. Z tego też powodu, często tam u nich gościłam... Przypadek... Ale, jak widać, zauroczenie nie wybiera... Choć i tak czekam, na szaloną miłość pt: IZRAEL.

Ale wróćmy do kraju sera i wina... Pamiętam, że był lipcowy poranek, a właściwie gorący świt, kiedy po 23 godzinach wysiadłam z autokaru na Place de la Concorde i pierwsze promienie słońca zaczarowały Pola Elizejskie... Pamiętam pierwszą cukiernie... i pierwsze zgubienie drogi w wąskich brukowanych uliczkach....

la vie est belle

Książka Amy Thomas i jej blog obudziły wspomnienia. Przez dwa lata zwiedziłam Francję, nauczyłam się języka, poznałam ludzi, kulturę. Nie byłam turystką, ale mieszkałam w małych miejscowościach, pracowałam, wieczorami wychodziłam na spacer, do cukierni. Nawiązałam przyjaźnie i choć teraz jesteśmy rozrzuceni po świecie, to nadal mamy kontakt mailowy (niestety mój francuski w pisowni nadal pozostawia wiele do życzenia).
     
Postanowiłam zatem wrócić do nauki francuskiego. Ostatnio nawet zdjęłam z półki książki kucharskie i zaczęłam przygotowywać dania kuchni francuskiej. Życie to coś więcej, niż tylko praca i praca... We Francji nauczyłam się, że ważna jestem również ja, moje marzenia, ambicje, małe radości... Czasem warto poleniuchować, iść na spacer, poczytać, a czasem trzeba pracować w szalonym tempie bez chwili wytchnienia. No i nie ma rzeczy niemożliwych, skoro nawet taki matoł językowy jak ja, zdołał w stopniu podstawowym opanować język francuski (mój dyrektor liceum mawiał: "Matysiak, dla ciebie zawsze będzie istniał tylko jeden język obcy do doskonalenia do końca życia - to nadal języki polski').

A i jeszcze jedno ;) Praca z dziećmi sprawia, że żyję, zrozumiałam to, gdy mieszkałam w Krakowie i rozpaczliwie szukałam zajęcia związanego z dzieciakami... To też jedno z odkryć, jakie dała mi Francja... Paradoksalnie dopiero wyjazd daleko stąd sprawił, że zrozumiałam, że właśnie tu, w Poznaniu, wśród dzieciaków, jest moje miejsce :)

A to już mój eksperymentalny powrót do gotowania... w mojej petite cuisine, maleńkiej kuchni na 12 piętrze...!!!   


moja tarta ze szpinakiem i serem feta


Anna M.

"Paryż mój słodki" Amy Thomas






Autor: Amy Thomas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Pascal
Rok wydania: 2013

Tytuł oryginału: Paris, My Sweet.
Ilość stron: 336
Moja ocena:  4+/6
jedyny minus - brak możliwości zjedzenia książki ;)





Zwykły dzień belfra... szkolna codzienność, czyli praca, stres, małe radości, duże radości, spotkania, rozmowy na korytarzu, wszystko "w biegu", przerwy, lekcje - życie odmierzane dzwonkami... Dziś wyszłam ze szkoły o 17.45, choć według oficjalnego planu mam "tylko" 3 lekcje. No cóż... i tak nie przekonam społeczeństwa, że nie leniuchuje w pracy i nie biorę pieniędzy za darmo... Nie mam nawet takiej potrzeby. Ale uwaga - pierwszy raz naszej grupie teatralnej udało się zagrać na próbie całe przedstawienie "Piotruś Pan"!!!! Jeszcze kilka prób i możemy zabrać się za robienie scenografii :) Pomijając drobną wiadomość "z ostatniej chwili", że Piotruś Pan złamał nogę i musiałam zrobić nowy casting... Ale wszystko pod kontrolą - powiedzmy... Ale kocham to, kocham moje dzieciaki :)

Wracając do domu, przechodziłam obok piekarni.... zatrzymałam się... Zmęczona postanowiłam wejść do środka (bo jakbym mogła sobie podarować, to do mnie nie podobne - przejść OBOK piekarni) Często mam wrażenie, że Bóg wiedział, co robi nie dając mi zmysłu węchu i smaku, bo byłabym groźniejsza od Gordona Ramsay'a...  No, ale wróćmy do piekarni... Dziesięć wspaniałych minut wpatrywania się w pyszności za szklaną szybą i wyszłam z... bagietką.... Niestety daleko jej do tej, jakie jadałam we Francji, ale trudno... Potem przechodziłam jeszcze OBOK sklepu z serami... i tu wyszłam z serem pleśniowych (Lazur błękitny - tradycyjny ser typu Roquefort) -tym razem dziękuję Bogu, że nie mam węchu.. :) A na koniec jeszcze "odwiedziłam" cukiernie, bo z wystawy uśmiechały się do mnie kolorowe makaroniki... dokładnie takie same jak na okładce książki...


No właśnie - to wszystko dlatego, że czytam książkę Amy Thomas: "Paryż mój słodki". Kupiłam ją, ponieważ, gdy ją zobaczyłam w księgarni, przypomniałam sobie moje przygody w Paryżu... Pisałam już wcześniej trochę o tym "zawirowaniu" w moim monotonnym życiu singielki (zobacz tutaj). 


moja dzisiejsza "zdobycz"
Amy jest też singielką (ciekawe dlaczego ciągle trafiam na takie bohaterki-autorki?), niepoprawnie zakochaną (od rozwodu rodziców) w czekoladkach, muffinkach, babeczkach, torcikach, tartinkach, czyli we wszystkim, co słodkie i przekraczające 500 kcal w jednym kęsie. W Nowym Jorku zostawiła pracę - pisała o jedzeniu, była autorką bloga "Słodka Idiotka". W Paryżu ma nową pracę - pisze o... jedzeniu! Inny powód przeprowadzki na drugi koniec świata?  Może też, aby jeść przysmaki kuchni francuskiej, no i oczywiście być usprawiedliwioną z tego powodu, bo przecież praca, i zupełnie bezkarną, no i aby od tego wszystkiego nie przytyć? Tak na marginesie, to zawsze zastanawiałam się jak Francuski to robią, że są takie szczupłe, choć przyznam, że podczas mojego pobytu we Francji schudłam do 57 kg, co już nigdy później mi się nie udało, ale nie tracę nadziei. Oczywiście w internecie odnalazłam zdjęcie Autorki i faktycznie, wygląda jak bagietka i wierzcie mi - jest to komplement... Znalazłam nawet jej blog "God, I love Paris" .


Dla mnie ta książka jest szczególna, nie tylko przypomniała mi Paryż i moje szalone przygody... ale pierwszy raz od roku wzięłam dziś do ręki podręcznik do francuskiego i zaczęłam zgłębiać tajniki znienawidzonego passé composé. Na nowo zapragnęłam mówić po francusku, przypomniałam sobie poranki w Ogrodzie Luksemburskim i wieczory na Montmartre. Doskonale pamiętam moją "walkę" z owocami morza i moje wpadki językowe, które powodowały uśmiechy na twarzach zawsze poważnych Paryżan. Rozmarzyłam się. Nawet sprawdziłam sobie w internecie ceny hosteli w Paryżu i zrobiłam plan ewentualnej wyprawy wakacyjnej, oczywiście śladami bohaterek książek (tych o jedzeniu, bo romansów raczej nie przewiduję, zwłaszcza z Francuzami w roli głównej).

Zrobiłam sobie  pyszną kolację (bagietka nie przeżyła do jutrzejszego śniadania, ser owszem, jeszcze poleży w lodówce, o ile sam z niej nie wyjdzie ;), zaparzyłam świeżo zmieloną kawę, włączyłam muzykę z "Amelii" i czytam dalej o przygodach Amy w Mieście Świateł... A makaroniki jutro zaniosę do szkoły i poczęstuję koleżanki...  Ja zamierzam w wakacje wyglądać jak... bagietka... :)


prezent dla koleżanek



Anna M.
wracam do baguette avec du fromage... ;)

P.S. Polecam słodko cukiernie Józef Wilk w Krakowie na Salwatorze... 

(ciekawy opis cukierni :):):) po angielsku :):):) - kliknij tutaj :)



"Słodkie życie w Paryżu" David Lebovitz...


4 stycznia 2013 r. 







autor: David Lebovitz

tytuł oryginału: The Sweet Life in Paris: Delicious Adventures in the World’s


wydawnictwo: Pascal
data wydania:  19 września 2012
liczba stron: 320







 /Moje kulinarne wspomnienia z Francji/


Dziś na temat książki Davida Lebovitza "Słodkie życie w Paryżu". Musze przyznać, że była to dla mnie wielka przygoda i niezła zabawa... A to dlatego, że czytając książkę i śledząc kolejne perypetie autora, przypominałam sobie moje własne próby zrozumienia Francuzów. Ileż to razy wściekałam się, że na śniadanie jest słodki rogalik, a do każdego posiłku podawano bagietkę! Po 2 miesiącach we Francji miałam ochotę napisać maila do mamy z prośbą o paczkę żywnościową z polskim chlebem! Ale kilka rzeczy pokochałam: delektowanie się posiłkiem, sałatki, quiche i desery. Pokochałam również spacery o świcie nieuczęszczanymi uliczkami Paryża, kiedy sprzedawcy otwierali swoje sklepiki, śmieciarki sprzątały ulice, a w parku starsi panowie siedzieli i leniwie czytali gazety. Nikt się nie spieszył, a słoneczko zapowiadało kolejny dzień, który budził się do życia.


     I o tym po części jest też ta książka, o pasji gotowania i niuansach kulturowych :) Autor z dużą dozą humoru opowiada o swoim doświadczeniu bycia cudzoziemcem w Paryżu.  A to bywa zabawne!



  Hmmm. Francję poznawałam od kuchni.... Jeszcze w Polsce musiałam  przyzwyczajać do myśli, że trzeba będzie zrozumieć Francuzów. Mój wyjazd był niezwykły. Oprócz języka miałam okazję poznawać kraj, ludzi, zwyczaje i kuchnię.



        Nigdy nie zapomnę pierwszego śniadania... Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest tylko rogalik, dżem i kawa. No ale do pomysłowych świat należy, a Polak zawsze sobie poradzi. Z lodówki wyjęłam wędlinę i serek i zrobiłam kanapkę. Zniesmaczone reakcje Francuzów trudno opisać. Przecież popełniłam niewybaczalny grzech! Sprofanowałam tradycyjne śniadanie. Potem było już znacznie zabawniej. Byłam znana w całej szkole z tego, że koło mojego talerzyka leżał zawsze serek :) I tylko ja głodowałam, gdy na obiad były owoce morza... Bleeee! Oczywiście początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do obiadu o 12.00 i kolacji o 20.00. Więc stało się jasne, że moje marzenie o figurze modelki szybko się ziści. Powiem szczerze, nigdy wcześniej, ani później w Polsce nie udało mi się tego dokonać.


     Paryż, pod względem kulinarnym, wspominam interesująco ... Tosty z nutellą, ale i zapiekanki przed kinem przy Montparnasse. Sprawa skomplikowała się w rejonie Lourdes, gdzie pracowałam jako wolontariuszka w szpitalu dla pielgrzymów. Okazuje się, że w zwyczaju miejscowych na kolacje podaje się... zupę! plus oczywiście bagietkę! No i po każdym posiłku ser! celebracja sera!

       Wskaźnik wagi znów poszedł w dół! :) Wcale z tego powodu nie czułam się nieszczęśliwa, może trochę zaskoczona. 

      A gotowanie? No cóż musiałam nauczyć się gotować!!!! Studiując przepis na ciasto francuskie doszłam do wniosku, że Pascalem nie zostanę, choć podkradłam od niego pomysł na wypełnienie tarty fasolą przed zapieczeniem. poczułam się jak mistrz kuchni, gdy pierwszy raz wyjęłam z piekarnika quiche. A oto kilka z moich popisowych dań:










 Anna M.

Belfer na wakacjach :)

3 lipca 2022 r.  _______________________________________________ Postanowiłam zreanimować starego bloga czytelniczego i tchnąć w niego troch...