Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 205 /sala katechetyczna/. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 205 /sala katechetyczna/. Pokaż wszystkie posty

"Zabawka Boga" Tadeusz Biedzki



tytuł: Zabawka Boga
autorka: Tadeusz Biedzki


wydawnictwo: Bernardinum
data wydania: 10 października 2013
liczba stron: 328

 moja ocena: 6 / 6








Byłam wczoraj na spotkaniu autorskim, ale o tym wkrótce w osobnym wpisie. A później byłam jeszcze m.in na imieninach...u K.S.  Spóźniłam się, bo zgubiłam się w City Center - wiem, wiem, śmieszne, ale gdy wyszłam z Centrum na przystanek autobusowy, zupełnie nie wiedziałam, gdzie jestem i w którą stronę mam teraz iść... Długa historia... K.S. dostał w prezencie kryminał z autografem cenionego przez nas Autora i jakoś się udobruchał..., a potem spostrzegł, że mam jeszcze jeden skarb - pachnącą jeszcze Matrasem książkę "Zabawka Boga"... Od razu rozpoczęła się regularna wojna... K.S. chciał ją koniecznie pożyczyć, a ja chciałam ją koniecznie w nocy przeczytać! Rozejm nastąpił dopiero wtedy, gdy zgodziłam się mu ją dać we wtorek :) Tak więc noc należała do mnie !


Najpierw zafascynowała mnie znaleziona w internecie notka o autorze. Nigdy nie mogę się powstrzymać  i przed czytaniem zawsze sprawdzam kim jest autor, o czym jest książka  i jaka jest historia jej powstania. Tym razem z wypiekami na twarzy czytałam:  "Tadeusz Biedzki. Przedsiębiorca i podróżnik. W latach 70. i 80. dziennikarz „Polityki” i „Przeglądu Tygodniowego”. Po upadku komunizmu redaktor naczelny „Trybuny Śląskiej”, a także przedsiębiorca i właściciel kilku firm. Od dwudziestu lat podróżuje z plecakiem po świecie. Odwiedził kilkadziesiąt państw. Fascynuje go egzotyka i Trzeci Świat. W podróżach towarzyszy mu żona. Przeżyli niezwykłe i niebezpieczne przygody. Byli m.in. w walącym się hotelu w Stambule podczas trzęsienia ziemi w 1997 r., uciekali przed błotno-kamienista lawiną w Himalajach i przed powodzią w południowej Etiopii, w której zginęło ponad 700 osób, w Syrii rozmawiali z terrorystami, w Palestynie znaleźli się pośrodku walk z żołnierzami izraelskimi, w Indiach autora zaatakował nożownik".

Jak zahipnotyzowana patrzyłam na okładkę i zdjęcia, których mnóstwo jest w książce. Wyjęłam zachomikowanego w szafce Rogala Marcińskiego... a co! Założyłam skarpetki (zimno) i poczłapałam do kuchni zrobić dzbanek kawy... 


Kiedy o 4.30 zamykałam książkę, długo jeszcze myślałam o tym, dlaczego wierzę. Dlaczego? Cóz..  opowiedziana w "Zabawce Boga" historia może śmiało konkurować z Kodem da Vinci, czy Poszukiwaczami Zawinionej Arki. I to w dobrym tego słowa znaczeniu. 


Autor otrzymuje przesyłkę z Etiopii od starego kolegi jeszcze z czasów studenckich - Andrzeja (dziś mnicha szukającego prawdziwego chrześcijaństwa). Z treści listu dowiaduje się, że ten odkrył największy skarb, a raczej drogę do niego, wiodąca przez wieki historii wielu osób. Mamy zatem sporo z opowieści o św. Janie Apostole i Miriam, Szawle, Kefasie... Później w posiadanie skarbu wchodzą m.in. Jefraim i jego wnuk Alfeusz - przedsiębiorcy z Efezu i Jerozolimy. Mijają lata i po kolejnych podbojach Ziemi Świętej ślad o drewnianym pudełku ginie, aż przypadkowo w czasie rządów legendarnego Saladyna wpada ono w ręce brata Rajmunda z Zakonu Templariuszy. Co jest owym skarbem? Drewniany, wystrugany przez Józefa osiołek, którym bawił się Jeszua, kiedy był dzieckiem - jedyna pamiątka po Jezusie. 



a to już ja z czasów,
gdy zajmowałam się dialogiem międzyreligijnym :)
Przyznam, że chłonęłam książkę wszystkimi zmysłami, przenosiłam się do czasów wędrówki Mariam i Jana do Efezu, ucieczki Kefasa i zburzenia Jerozolimy. Barwne opisy pozwoliły mi choć na chwilę zobaczyć świat takim, jakim widzieli go pierwsi chrześcijanie. Poczułam też chorobę toczącą Kościół w czasach wojen krzyżowych, herezji i walki o władzę, kiedy to niewierni (muzułmanie) byli bardziej wierni niż królowie chrześcijańskiej Europy. Wreszcie przeniosłam się wraz z Autorem do Etiopii, gdzie  z dala od pazernych łap władców rozwijało się tętniące życiem i siłą chrześcijaństwo. Zdjęcia i opisy miejsc pozwoliły mi choć w wybrani zobaczyć stare klasztory, wykute w skałach monumentalne świątynie czy zapomniane biblioteki kryjące najcenniejszy skarb ludzkości - tysiącletnie księgi i manuskrypty. A wszystko po to by na końcu.... No cóż nie będę zdradzała finału poszukiwań Autora... 


Można by rzec - spiskowa historia dziejów jakich wiele, tajemnice templariuszy, wojen i krucjat, Saraceni, skonfliktowany Kościół. Jednym słowem  - nic nowego.... Wiem... A mimo to, zawsze po lekturze takiej książki, na nowo weryfikuje mój pogląd na wiarę. Dlaczego? Bo to najcenniejsza rzeczywistość, jaką mam, czasem trzymam bardzo mocno, niekiedy niebezpiecznie wyślizguje mi się z ona z rąk. Jestem z wykształcenia teologiem, z zamiłowania biblistką, od lat uczę religii.  Niejedno już widziałam, niejedno przeżyłam. Zawsze jednak wracam do korzeni - do Biblii i prostej, zwyczajnej historii Jeszuy - Człowieka i Boga, którego świat zna jako Jezusa Chrystusa...


Anna M.

P.S. A rankiem włączyłam sobie na DVD film "Królestwo Niebieskie". Polecam :) Hollywoodzkie naleciałości rzecz jasna ma, ale dobrze pokazuje Jerozolimę czasów krucjat...



"Cuda nigdy nie ustają" Tim Downs




autor: Tim Downs

tytuł: "Cuda nigdy nie ustają"

tytuł oryginału: Wonders Never Cease


wydawnictwo:  Święty Wojciech
data wydania:   2011
liczba stron: 432

moja ocena: 5+ / 6




Zaintrygował mnie tytuł książki "Cuda nigdy nie ustają", uwagę zwróciła okładka, a po przeczytaniu opisu zdecydowałam się na lekturę.  Dlaczego? Bo jestem nauczycielem religii? Nie, nie... Wybrałam tą książkę, bo przypomniał mi się pewien film. Widzieliście kiedyś serial "Dotyk Anioła"? Jako dziecko śledziłam co tydzień przygody trójki aniołów pomagających ludziom. Polubiłam ich przygody :) Szczerze mówiąc najbardziej podobał mi się przystojny anioł śmierci Andrew. Ten film budzi we mnie nadal wiele pozytywnych emocji.  Ale wróćmy do  książki "Cuda nigdy nie ustają"... W opisie przeczytałam:

<<To prawda, co mówią: „Jeśli mówisz do Boga, jesteś religijny, ale jeśli słyszysz Boga, masz schizofrenię”>>

i już wiedziałam, że to jest książka, z którą chcę spędzić kilka kolejnych wieczorów. Gdy przyszła przesyłka z Wydawnictwa, zrobiłam sobie kubek kawy, wyjęłam zachomikowaną tabliczkę gorzkiej czekolady i rozpoczęłam przygodę z aniołami, tymi mniej prawdziwymi i tymi jak najbardziej realnymi. 


Los Angeles, miasto aniołów, to chyba najodpowiedniejsze miejsce, aby zobaczyć jakiegoś anioła. Wie o tym jedne z bohaterów powieści - Kemp McAvoy, niedoszły lekarz, dziś tylko pielęgniarz. Kiedy na jego oddział karetka przywodzi ranną w wypadku samochodowym gwiazdę filmową Olivię Hayden, Kemp dostrzega jedyną w swoim rodzaju okazję do wzbogacenia się. W nocy częściowo wybudza Olivię ze śpiączki farmakologicznej i w przebraniu anioła przekazuje jej "wiadomość od Boga". W porozumieniu z jej managerem i wydawcą zamierza "zmusić" ją do napisania książki. Duże pieniądze są gwarantowane, przecież ludzie chcą słuchać o objawieniach i chcą czytać wyznania celebrytów. Olivia już dawno przestała gościć na pierwszych stronach gazet, więc bestseller zapewni jej "powrót do gry", może nawet wywiad u Oprah. Ale czy wiadomość wymyślona przez trzech chciwych i pozbawionych zasad moralnych ludzi będzie wiarygodna? Czy Olivia uwierzy w przesłanie anioła? Czy zmieni ono jej płytkie, pełne błyskotek życie?


Jest jeszcze drugi wątek powieści. Pasierbica Kempa, Leah, twierdzi, że.. widzi anioły.  Sześciolatki  często fantazjują, ale czy to tylko opowiastki samotnego dziecka, które chce zwrócić uwagę pochłoniętej pracą matki? Sprawa wydaje się poważniejsza... Zaniepokojony nauczyciel kontaktuję Natalie i Leah z psychologiem, potem psychiatrą, wreszcie Leah zostaje wysłana na rezonans magnetyczny. Ciągle jednak widzi anioły. Tylko Emmet, stary, czarnoskóry sprzątacz w szpitalu, wydaje się jej wierzyć.  Lekceważony przez lekarzy, zwłaszcza przez Kempa, Emmet staje się jedynym przyjacielem samotnej dotąd dziewczynki. 


A anioły? W naszej świadomości anioł to pyzaty bobas ze skrzydełkami, czasem może dostojny anioł w białej szacie i burzą loków, który przeprowadza dzieci przez kładkę. Ale anioł w wersji bez skrzydeł, bez aureoli, bez fajerwerków? Trudno przyjąć istnienie aniołów w naszym super racjonalnym życiu. Ja spotkałam wielu takich aniołów bez skrzydeł... jednym z nich był z pewnością mój wykładowca, który powiedział mi, że mam wybrać jedną dziedzinę i być w niej ekspertem, bo warto poświęcić życie dla marzeń. Inny anioł to mój szef w pierwszej pracy, który pomagał mi, żebym stanęła po studiach na nogi, choć nie miałam żadnych przed sobą perspektyw na realizację moich marzeń. Wymieniać mogę godzinami. Wystarczy tylko dostrzec palec Boży w pozornie zwyczajnych sytuacjach. Ale wracając do książki, czy Leah widzi takie właśnie "zwykłe" anioły, czy te prawdziwe? Tego musicie się sami dowiedzieć... Zapewniam, że odpowiedź zaskoczy każdego, ja wprost nie mogłam uwierzyć (zabawne, bo akurat z wiarą nie miewam problemów :):):):):)...


Książka "Cuda nigdy nie ustają" to nie tylko kwestia wiary i niewiary w anioły.  Wszyscy czytelnicy, bez względu na pogląd na anioły, muszą sobie odpowiedzieć na szereg jak najbardziej realnych pytań. Czy manipulowanie ludźmi może zaowocować czymś dobrym? Czy cel uświęca środki? Czy można zmienić swoje życie na lepsze kierując się kłamstwem? Czy istnieją przypadki? 


Książka to również świetna intryga. Czy plan Kempa się powiedzie? Czy Olivia stanie się duchowym guru? Czy  wymyślone "na zimno" przesłanie może być wiarygodne i pociągnąć tłumy? A co jeśli na scenę wkroczy jakiś inny anioł? Czy Kemp swoim oszustwem nie sprowadzi na ziemię interwencji tego, pod kogo się podszywa?


Polecam z całego serca książkę! Na zakończenie mogę napisać tylko tyle: jeśli myślisz, że rozszyfrowałeś autora i wiesz, jak skończy się intryga z aniołami w roli głównej, to jesteś w błędzie. Z każdym rozdziałem zmieni się diametralnie twoje myślenie i postrzeganie rzeczywistości, by na ostatnich stronach powtórnie cię zaskoczyć. Ale tego już nie zdradzę...



POLECAM

Anna M.



Książka przeczytana w ramach współpracy 


i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)

"Świat według Narnii. Chrześcijańskie znaczenie niezwykłych opowieści C. S. Lewisa" - Jonathan Rogers



autor: Jonathan Rogers

tytuł oryginału: World according to Narnia : Christian meaning in C.S. Lewis's beloved chronicles
data wydania:  2011
liczba stron: 231

moja ocena: 6 / 6




"Opowieści z Narni" zna chyba każdy, a przynajmniej jej zekranizowane części. Piękna baśń, poruszająca historia, ale czy to tylko fikcja literacka? Możemy powiedzieć, a co to ma wspólnego z naszym życiem? Pozornie niewiele, oczywiście jest tu dużo zasad moralnych, dobrych i złych bohaterów, przestróg i wartości etycznych. W wielu innych książkach też .... , a jednak "Opowieści z Narni" są całkiem inną opowieścią niż dotychczas napisane...


Powszechnie wiadomo, że Lewis był gorliwym chrześcijaninem. Ale już nie wszyscy wiedzą, że zawarł w swoich książkach ową wiarę, nadzieję i Dobrą Nowinę. Nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że prowadzi on czytelnika, nawet jeśli on tego nie przeczuwa, do Boga. 


"Ewangelia przenika życie wierzącego dzięki wyobraźni. Opowieści z Narni otwierają Czytelnika na Ewangelię, budzą jego wyobraźnię - którą przecież zawsze miał. (...) Oto, co znaczy Narnia: odrzucić swoje z góry przyjęte przekonanie o tym, co jest prawdziwe i realne, i otworzyć się na możliwość, ze nasze własne kategorie - lub kategorie, które zostały nam narzucone - nie wystarczą, by uczynić sensownym świat w którym żyjemy. (...) Potrzeba wyobraźni by poczuć w sobie prawdę Ewangelii"



Książka Jonathana Rogersa pokazuje nam ten świat ukryty w Narni. Pewnie powiecie: "ależ ja to wszystko wiem, Aslan to Jezus, Czarownica to zło, mamy też:  Odkupienie, poświęcenie, ofiarę i zmartwychwstanie..." No dobrze, sama tak myślałam, ale czytając kolejne rozdziały "Świata według Narni" zrozumiałam, jak mało wiem i jak ta wiedza niewiele we mnie zmienia... Mało o Lewisie, mało o sobie i wreszcie mało o chrześcijaństwie. Dziś bardzo wielu ludzi sądzi, że religia jest jakimś wymysłem, albo że dotyczy rzeczy dawno minionych. Idąc tropem Rogersa odkrywamy właśnie współczesne znaczenie historii zbawienia. Przyznam szczerze - jestem teologiem, od 7 lat uczę w szkole, ale z wielkim zdziwieniem odkrywałam kolejne "tropy" chrześcijaństwa w następnych tomach Opowieści z Narni. Jedne są bardziej widocznie, inne mniej, a książka "Świat według Narni" stanowi klamrę wszystkich tych wątków. 


Książka podzielona jest na rozdziały odpowiadające tomom "Opowieści z Narni". Autor omawia każdą część okazując powiązania z religią, wskazując postawy moralne i związki bohaterów z Biblią. Tak jak już wspomniałam od tych oczywistych np.  stworzenie Narni słowem Aslana - opis stworzenia świata z Księgi Rodzaju, ofiara Aslana - śmierć na krzyżu Jezusa, do tych mniej ewidentnych jak np. droga przez pustynie Szasty i jego towarzyszy oraz ich duchowa przemiana - wędrówka Narodu Wybranego z niewoli do Ziemi Obiecanej (tu z Kalormenu do wolnej Narni). Nie będę zdradzała więcej powiązań, zapraszam do lektury "Świata według Narni" Jonathana Rogersa. Polecam dwie metody: można czytać kolejne rozdziały po przeczytaniu danego tomu "Opowieści...",  jako podsumowania lub przed jego lekturą, jako przygotowanie do głębszego zrozumienia. Ja wypróbowałam oba sposoby - fascynująca przygoda. A zdobytą wiedzę i przeżycia podczas czytania i "Opowieści..." i "Świata według Narni" z pewnością wykorzystam w pracy z dziećmi i w moim prywatnym życiu. 


"Dotyczy to również ciebie. Dzięki podróży przez Narnię możesz coraz lepiej rozpoznawać Lwa w tym świecie".



POLECAM

Anna M.


Książka przeczytana w ramach współpracy 

i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)



"Zagadki Biblijne. Historie dla bystrych detektywów" Luise Holthausen




autor: Luise Holthausen

wydawnictwo: Księgarnia św. Wojciecha
data wydania:  2013
liczba stron: 104


moja ocena:  6 / 6





Biblia to najważniejsza "Książka" na świecie. To żywe Słowo Boga. Aż przykro pisać, ale niewielu wierzących czyta regularnie Pismo Święte. Przyczyny są różne i nie czas o tym teraz pisać. Kiedyś zajmę się tym tematem, nie jako recenzentka, nauczycielka, ale zwyczajnie, jako wierząca chrześcijanka.  Dziś tylko wspomnę o jednym z tysiąca powodów zaniedbywania lektury Biblii.  Myślę, że jednym z nich jest trudny tekst Świętej Księgi. Nie czytamy, bo nie rozumiemy, nie mamy przygotowania, boimy się, bo w dzieciństwie nikt nam nie wytłumaczył właściwie (lub w ogóle) kim jest Bóg. Dlatego należy czytać małemu dziecku opowiadania biblijne, aby w ten sposób zaciekawić i oswoić z historią biblijną. Będzie to naturalne dla malucha i kiedy weźmie do ręki Biblię, przypomni sobie o tym, że już kiedyś słyszał o Adamie i Ewie, Dawidzie, czy Maryi i Jezusie. Poczuje wtedy, że jest w Domu.



Mam zatem przed sobą taką właśnie książkę: "Zagadki Biblijne. Historie dla bystrych detektywów". Książka zawiera najbardziej znane historie zarówno ze Starego jak i z Nowego Testamentu. Mamy zatem "mini - Biblię" w wydaniu dla dzieci, napisaną językiem dzieci, w konwencji krótkich opowiadań.  Każdy mały "rozdział" to odrębna całość, a na końcu opowiedzianej historii znajdują się ciekawe pytania. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w wydarzeniach opisanych w książce, jest coraz bardziej zaciekawiony, a pytania stanowią wspaniałą zachętę do pogłębienia swojej wiedzy. Ale kochani Dorośli, bez obawy, na końcu książki znajdują się odpowiedzi oraz wskazówki, gdzie znajdziemy w Biblii więcej informacji na dany temat.  Całości dopełniają przepiękne ilustracje.



Polecam z całego serca! Mogą ją czytać dzieci, Rodzice z dziećmi,  katecheci. Książka stanowi cenną pomoc w edukacji najmłodszych. Pomocna może się okazać też dla księży i duszpasterzy, którzy głoszą Słowo na Mszach Św. z udziałem dzieci. Książka jest pełna inspiracji dla każdego, kto pracuje z dziećmi, ma dzieci lub zwyczajnie stoi przed trudnym zadaniem wyjaśnienia milusińskim skomplikowanych kwestii naszej wiary. A jeśli dodatkowo mamy w sobie trochę z Sherlocka Holmesa - gwarantuję udaną zabawę w poszukiwaczy... Nawet się nie zorientujemy, kiedy dziecko samo zacznie wertować kartki ciekawe dalszych wydarzeń. A za kilka lat sięgnie po Biblię... 


Tego bym sobie i wam życzyła - ciągłej ciekawości Biblii...




Anna M.

P.S. Książka już znajduje się w mojej klasie na półce dla dzieci. Z pewnością też będę czytała ją moim dzieciom podczas lekcji religii w szkole :)




Książka przeczytana w ramach współpracy 
i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)


"Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie" Szymon Hołownia




 autor: Szymon Hołownia

wydawnictwo: Znak
data wydania: 7 listopada 2012
liczba stron: 352
moja ocena:  6 ! / 6




OD WYDAWCY:  "Miłośnik egzotycznych lotnisk i najgorszych hoteli Szymon Hołownia – przemierzył setki tysięcy kilometrów, aby odkryć dla nas chrześcijaństwo na nowo.

Kardynał Maradiaga, kandydat na papieża, pilotował dla niego śmigłowiec w Hondurasie. Od księdza komandora US Navy na Guam dowiedział się, że w amerykańskiej armii też można zostać świętym. Miejsca spotkania z koptyjką Mariam nie ujawni nigdy – w Egipcie wydano na nią wyrok śmierci za porzucenie islamu. Dotknij chrześcijaństwa w jego niezwykłej różnorodności. Poczuj się częścią wspaniałej wspólnoty, żywej 24h na dobę. Złotówka ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przeznaczona na sierociniec Kasisi Children’s Home w Zambii".

źródło opisu: Znak, 2012

źródło okładki: www.znak.com.pl



Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę pisała na tematy religii, ale trudno, widocznie przyszedł na to czas. I wcale nie chodzi o pracę, bo codziennie przez kilka godzin opowiadam o Bogu. Mój wielki mentor powiedział mi kiedyś, że jeśli zajmujesz się "zawodowo" religią, to możesz stracić jej sens z oczu i nawet nie zauważyć, kiedy stałeś się praktycznie niewierzący. Trudno po pracy zajmować się tym samym i przynajmniej nie mieć tego serdecznie dosyć... Chyba, że to pasja życia.... wtedy religia nigdy nie staje się tylko pracą... Jest właśnie takim 24h ...

Ja zawsze wracam do Biblii, a dla przyjemności czytam książki Szymona Hołowni. Dlaczego Hołownia? Hmmm, jego pierwszą książkę przeczytałam jeszcze na studiach i odnalazłam w jego sposobie patrzenia na Kościół również moją wizję Wspólnoty... A potem były spotkania autorskie, kolejne książki, audycje, blog, religia.tv, a teraz STACJA7... Miło posłuchać pozytywnie zakręconego chrześcijanina, który wie, o czym mówi, i o co w tym wszystkim chodzi ;)

"Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie" to książka dla mnie wyjątkowa i zakręcona, jak sam autor, ale dająca świeży powiew i nadzieję. Hołownia bowiem spakował walizkę i postanowił odwiedzić "rodzinę", czyli sprawdzić, co słychać u innych chrześcijan w świecie. Dlaczego? Jak sam mówi, żeby przewietrzyć trochę swoje spojrzenie na Kościół i pozbyć się duchoty naszych polskich sporów. Zwyczajnie - życie w czterech ścianach naszego grajdołka strasznie męczy...


Mnie również to męczy i czasem mi tu "duszno". Nie miejsce i czas na opisywanie szczegółów, ale rozumiem doskonale potrzebę zyskania nowej perspektywy powszechności Kościoła. Bardzo często zamykamy się w naszym małym światku i myślimy, że to już wszystko i wszyscy. A chrześcijaństwo to przygoda i wyzwanie. Świat jest pełen wspaniałych ludzi, niezwykłych chrześcijan, którzy żyją prawdziwą wiarą, a nie tylko pustym narzekaniem na to, czy tamto. Zapominamy, że na drugim końcu świata żyją nasi "krewni", którzy mają swoje problemy, ale może którzy również chcą nas poznać? Filipiny, Papua Nowa Gwinea, Australia, Guam, Turkmenistan i Honduras - tam też żyją chrześcijanie, a to oznacza, że z jednej strony nie jestem "pępkiem świata", ale z drugiej - nie jestem sama!  Muszę więc sobie zadać kilka pytań... Czy coś o nich wiem? Czy oni wiedzą o moim istnieniu? Co to znaczy, że Kościół jest rodziną, skoro się nie znamy? Czy możemy sobie wzajemnie pomóc?





Postanowiłam i ja udać się w podróż, by poznać moich "krewnych"... Spokojnie, nie stać mnie póki co na bilet nawet do Izraela, ale od czego mamy Internet! Od dłuższego czasu szukam rozwiązania pewnej trudnej i ważnej dla mnie osobiście sprawy..., a niestety najbliżsi znajomi "zamilkli"... Postanowiłam jednak i tym razem posłuchać kogoś bardziej doświadczonego duchowo ode mnie (czyli Hołowni) i... jeśli "lokalni chrześcijanie" mają ważniejsze sprawy na głowie, niż się spotkać i pogadać, to napisałam z prośbą o pomoc do Kościoła w... Papui Nowej Gwinei i... ODPISALI...  To zmienia zupełnie perspektywę...


Anna M.
P.S. Muszę podszkolić się z angielskiego...

Belfer na wakacjach :)

3 lipca 2022 r.  _______________________________________________ Postanowiłam zreanimować starego bloga czytelniczego i tchnąć w niego troch...