Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koło kabaretowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koło kabaretowe. Pokaż wszystkie posty

"Jak zostałem premierem" Robert Górski w rozmowie z Mariuszem Cieślikiem



Rozwiązanie konkursu na skecz, który poprawi mi paskudny ostatnio humor....


 
Wiele razy już pisałam, że kabaret jest dobry na wszystko. Całe szczęście, że spotykam ludzi, którzy mają podobne zdanie na ten temat. Choć trzeba też przyznać, że nie wszystko, co współcześni kabareciarze prezentują jest godne uwagi. A jeśli już troszeczkę mnie poznaliście, wiecie dobrze, że nigdy nie piszę o życiu w teorii, bo to absurd. I książki, i inne tematy, które podejmuję na moim blogu są odzwierciedleniem mojego życia i mają na nie konkretny wpływ.... Nie czytam książek, które nie mnie nie inspirują do działania, nie oglądam bezsensownych filmów i programów, również i kabaret jest dla mnie źródłem do przemyśleń i sposobem na życie. Przykład wyjaśniający? Proszę bardzo... 



Jest taki skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju: "Jadłopodawca". Widziałam go setki razy, a za każdym kolejnym głośniej się śmieję. Teksty znam już na pamięć..., ale zadawałam sobie zawsze te same pytania: "Ależ oni mają wyobraźnię i talent.. Ciekawe, jak wymyślają taki hit? Skąd biorą pomysły na taką abstrakcję?". Kilka tygodni później trafiłam wraz ze znajomymi do pewnej restauracji na krakowskim Kazimierzu, tuż obok Synagogi Tempel. I ku naszemu zaskoczeniu, menu ni jak nie dało się zrozumieć. Co prawda była z nami jedna Francuska, ale fakt, że pozostałe osoby znały polski nie pomagał w kwestii zrozumienia polskiego przecież menu. Kilka dobrych minut rozgryzaliśmy zagadkę, aż tu nagle zjawił się nasz wybawca - kelner. Przynajmniej tak nam się na początku wydawało. Kolejnych 20 minut (tak, tak, tyle nam zajęło złożenie zamówienia) to był jeden wielki kabaret. Nasz kelner okazał się 100% naśladowcą Górskiego z "Jałopodawcy", choć pytany zupełnie nie rozumiał, o co nam chodzi, bo nigdy rzeczonego skeczu nie widział a o KMN nawet nie słyszał. Wtedy właśnie zrozumiałam, że to, co oglądam w TV, to nie jest jakaś abstrakcja. W życiu zdarzają się spotkania, sytuacje, które są swoistym kabaretem na żywo. Poznałam wielu ludzi, dla którym śmiech jest pasją życia, którą zarażają innych. Gdy moje koleżanki płakały ze śmiechu w owej restauracji, ja przez łzy obserwowałam sympatycznego kelnera, jak z radością rozmawiał z innymi klientami. Nie było to wymuszone, sztuczne, nie błaznował, nie rozmieszał na siłę. Było w nim coś naturalnego, czego nie da się opisać. Był sobą i sposobem tego "bycia" zarażał innych śmiechem i noszoną w sobie radością....



Ale chciałam pisać o książce Górskiego... Kochami, takim kimś jest dla mnie również Robert Górski. Widziałam chyba wszystkie skecze kabaretowe w jego wykonaniu. Czasem wystarczy, żeby wyszedł na scenę... Nic nie musi mówić, a i tak widownia umiera wprost ze śmiechu. Pamiętam  wczesne skecze  KMN: "Dżin z butelki", "Wizyta księdza", seria o "Badylu", czy "Historia świata i Polski według KMN" - są doskonałe. Potem wyśmienity udział Górskiego w projekcie "Spadkobiercy", gdzie w każdej improwizowanej przecież scenie znosił się na wyżyny kabaretowego geniuszu... 


W książce "Jak zostałem premierem" mamy wszystkiego po trochu. Jest w niej i garść opowieści scenicznych, trochę zwierzeń, żartów. Mamy wreszcie wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Znajdziemy w niej zapis tekstów popularnych skeczów, no i oczywiście zdjęcia i anegdoty. A wszystko układa się w jedną, blisko dwustu stronicową, odpowiedź Roberta Górskiego na pytanie "Jak zostałem premierem?". Dla nieobeznanych z tematem, ostatnim hitem KMN jest cykl "Posiedzenie sejmu", gdzie Górski wciela się w postać premiera Tuska. Zresztą sami musicie to zobaczyć....  




NOTKA O KSIĄŻCE
wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: 5 listopada 2012
liczba stron: 200
moja ocena: 6 /6





Serdecznie dziękuję wszystkim za nadesłane skecze. Bawiłam się świetnie, no i przyznaję, poprawiliście mi humor :)

A oto skecz, który rozbawił mnie do łez, zresztą nie pierwszy raz, bo znam go od lat....


 


Uwielbiam ich... I tak się zabawnie złożyło, że przypominają mi mojego Jadłopodawcę...

Książkę otrzymuje   Veronnie Isabella Miller  



Anna M.


Bohdan Smoleń "Niestety wszyscy się znamy""

... a ich zdjęcia wiszą za zakładem..."





tytuł: "Niestety wszyscy się znamy"
autor: Bohdan Smoleń
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 3 października 2011

liczba stron: 264

moja ocena: 6/6
plus - bolesne rozczarowanie legendą




   
      Kabaret to moja druga pasja... Zaczęłam oglądać kabaret jeszcze zanim przeczytałam pierwszą książkę. Na smutki mam kilka sposobów: czekolada, książka, kabaret i jeszcze kilka tajnych metod ;) Dziś na polskiej scenie pojawiają się młode, ambitne kabarety, są też klasyki. Ja wychowałam się na Zenonie Laskowiku i Tey. Teksty znam na pamięć, a programy widziałam wiele razy. Sama zawsze lubiłam robić innym żarty, wygłupiać się, a mój śmiech znają wszyscy, zwłaszcza uczniowie. 


     W moje ręce wpadła niespodziewanie książka Bohdana Smolenia "Niestety wszyscy się znamy". Nadal ją czytam.....Co prawda jest to raczej wywiad o przeróżnych sprawach, ale spora jego część dotyczy również Tey. I tu przyznaję, że zaczęły się schody. O tym chciałam się z Wami podzielić. Na inne rzeczy przyjdzie jeszcze czas i miejsce na tym blogu. Dziś bardzo osobiście.


    W Tey zakochałam się równie szybko i mocno, jak w Poznaniu. Z tymi dwiema rzeczywistościami zrosłam się na wiele lat i stały się one częścią mnie. Każdy, kto choć trochę mnie zna, zgodzi się z tym, że zawsze cytuje teksty kabaretowe, a mój poznański akcent i gwara szybko mnie zdradzają. Mieszkając przez prawie dwa lata w Krakowie tęskniłam do wszystkiego, co poznańskie. Teraz znów mieszkam w Poznaniu i tu czuję się jak w domu - od 13 już lat!  O tych dwóch miastach Smoleń tak w skrócie pisze:
"W porównaniu z Krakowem Poznań jest zupełnie inny. Inne życie towarzyskie, inne dowcipy, inne relacje między ludźmi."

Gdziekolwiek będę (czego doświadczyłam w Krakowie) będę poznanianką, będę myślała i czuła po poznańsku. Nie potrafię tego wyjaśnić, może wystarczy, że napiszę KOCHAM TO MIASTO! Ale wróćmy do kabaretu... Wiedziałam, że mój dziecięcy, idealny obraz Teya był utopijny. Znam biografię Zenona Laskowika i Bohdana Smolenia, dużo też słyszałam o kulisach powstawania kabaretu. Znam kontekst historyczny, w jakim wtedy się żyło. Książka jednak zawiera wiele do tej pory nie znanych mi faktów, jest bardzo szczerym rozrachunkiem z przeszłością. Bohdan Smoleń nic nie ukrywa i mówi prawdę nawet, jeśli ona boli... - mnie boli... Sam otwarcie mówi:
"To było kłamstwo w żywe oczy, do czego się przyznaję"
Pisze o pieniądzach, nieporozumieniach, układach, alkoholu i systemie politycznym. To bolesny tekst dla kogoś takiego jak ja - wychowanego na kabarecie. Życie pisze swoje scenariusze, zupełnie zwykłe i proste.  I o tym jest m.in. ta książka... o życiu, które nie zawsze jest kabaretem...

      Dla mnie i dla wielu ludzi Tey na zawsze pozostanie kultowym kabaretem, bo na takie miano w pełni zasługuje! Ta kwestia nie podlega dyskusji. Dziś, gdy po latach oglądam ich stare występy, tak samo głośno się śmieje. Kiedy oglądam współczesne programy Zenona Laskowika, wiem, że to zawsze jest on - ten sam styl, ten sam błysk w oku, ta sama charyzma, ten sam geniusz - jedyny w swoim rodzaju, nie do zastąpienia...  Zresztą to samo mogę powiedzieć o Bohdanie Smoleniu. Zawsze będę im wdzięczna za to, że rozbudzili we mnie poczucie humoru, zmusili do patrzenia na świat z pewnego dystansu, nauczyli śmiania się ze siebie samej i tego, że uśmiech jest lekiem na całe zło (plus czekolada oczywiście - ale to już mój osobisty wynalazek).

      Jeszcze jedna kwestia, też bardzo osobista. Bohdan Smoleń prowadzi dziś Fundacje, pomaga dzieciom, szuka spokoju i ciszy, oderwania od estrady, zgiełku, ludzi, oczekiwań i pytań. Jego życie nie było łatwe, zarówno zawodowe jak i rodzinne.  Ale wciąż kocha życie... Zadaję sobie pytanie, jak dużo zła może człowiek doświadczyć i przetrwać? Gdzie są granice wytrzymałości? Jak zacząć żyć na nowo po tragedii, nie raz, ale kilka razy? Jak żyć?


Panie Zenonie, Panie Bohdanie - DZIĘKUJĘ !

 



Anna M. 

 P.S. Lubicie kabarety?

Belfer na wakacjach :)

3 lipca 2022 r.  _______________________________________________ Postanowiłam zreanimować starego bloga czytelniczego i tchnąć w niego troch...